Zasadnicza Szkoła Zawodowa Kęty

Biały Krzyż - Karkoszczonka

   Pewnego słonecznego dnia, w pewien poniedziałek grupa szaleńców z Kółka Turystycznego „20-stka” PZNR10SME , ruszyła na kolejny podbój  gór. Celem był Biały Krzyż na Salmopolu, potem Karkoszczonka z Chatą Wuja Toma i Szczyrk.

A było to dnia wolnego 10.11.2014.

   Wszyscy chętni zebrali się jak zawsze, w tym samym miejscu czyli na dworcu autobusowym w Kętach. Gotowi i zwarci zapakowaliśmy się do busa, który wysadził nas w Bielsku. Myk myk myk i już jesteśmy na Białym Krzyżu. Jako że każde podróże kształcą, męczą i dokuczają naszym organizmom, trzeba było jak najszybciej znaleźć jakieś ciepłe i wygodne miejsce, w którym można by zregenerować siły.

   Tak też się stało – pierwszy postój to Karczma na Białym Krzyżu. Jak to w naszym Kółku bywa, informacje o  miejscach które odwiedzamy muszą być poparte źródłami wiedzy niezależnej, tudzież ciocia Wikipedia i wujek Google. Przy prezentowaniu historii o Białym Krzyżu przez jednego z naszych kolegów doszło do pewnego incydentu – „To są głupoty! Kto wam takie coś naopowiadał!? To kłamcy jedne!! SZOK! Joo w szoku!” - usłyszeliśmy. To krewki właściciel lokalu poczuł się w obowiązku sprostowania przytaczanych faktów. Po wysłuchaniu wykładu ekspresyjnego gospodarza karczmy o prawdziwej historii Białego Krzyża, ruszyliśmy dalej. Prowadził nas znajomy czerwony szlak. W mgnieniu oka znaleźliśmy się w jakiejś „wiacie-altance”, gdzie napełniliśmy nasze żołądki i odciążyliśmy kręgosłupy. Oczywiście był to kolejny postój. Z racji, że nasze Kółko zbiera ludzi z całej szkoły, tak więc znalazł się i kucharz-elektronik. Bo przecież kto normalny nie bierze w góry akumulatora i radia. „halo halo mobilki próba radia, jak mnie słychać?” (to a propos kucharza- kto był ten wie)).

    I tak po przemarszu żwawym krokiem, szybkim tempem dotarliśmy do miejsca docelowego czyli Chaty Wuja Toma na Karkoszczonce. Planowaliśmy rozpalenie tutaj ogniska. Jednak po krótkiej naradzie okrągły stół zadecydował, że będzie ono w innym miejscu. Jeszcze jedna dygresja  -każdy kto chodzi na wycieczki w góry wie o tym, że obowiązkowym posiłkiem jest zupa. Jak można w ogóle nie zjeść zupy ?! – tym bardziej u wuja ….Toma (nie Sama). Hej!

   Tak więc ruszamy dalej. Wiadomo, że jak są góry to muszą być i górale. Tak było i tutaj. Spotkaliśmy na naszym szlaku pana …Kapelusz z muszelkami, ciupaga,  i ... (Prawdopodobnie niechcący przerwaliśmy mu zimowy sen, chyba dlatego nas tak pogonił… hej!).

   W końcu rozpalone ognisko (bierzcie w góry dezodoranty męskie – kto był wiej) przypiekło nasze kiełbasy już prawie w samym centrum Szczyrku. Najedzeni i zrelaksowani, pełni wrażeń ruszyliśmy w stronę przystanku autobusowego, w kierunku naszych domów.

Tak dobiegła końca kolejna wyprawa Kółka Turystycznego „20-stka”.

 Made by Paffeł