Zasadnicza Szkoła Zawodowa Kęty

Kołobrzeg-Darłowo

3.06.2015 środa   Kęty - Kołobrzeg
 
W upalną środę 3 czerwca 2015 na kęckim dworcu miało miejsce spotkanie pasjonatów przygody, którzy przez cały rok szkolny 2014/15 organizowali wyjazd nad Bałtyk -  Koła Turystycznego „20-stka”. Emocje sięgały zenitu, skutecznie podgrzewał je nie tylko upał, ale przede wszystkim strach przed spóźnieniem się na pociąg z powodu olbrzymich ulicznych korków . Na szczęście zdążyliśmy! Żegnani przez studiujących już członków naszego Koła (pozdrowienia dla Justyny) punktualnie o godzinie 18.15 wsiedliśmy w pomarańczowy pociąg "TLK Zefir" relacji Kraków-Kołobrzeg, którym, w komfortowych warunkach, dojechaliśmy do Kołobrzegu.
To początek naszej tegorocznej wyprawy : Kołobrzeg – Darłowo.
Oczywiście pieszej. Przypadek?
Acha. Jeszcze nie wiało.

Made by Zbyszek

 



04.06.2015 czwartek   Kołobrzeg


Po całonocnej jeździe pociągiem udaliśmy się na poszukiwanie naszego miejsca noclegowego o dumnie brzmiącej nazwie „Willa Laguna”. Tu szybko rozpakowaliśmy się i wyruszyliśmy na podbój miasta. Zachwyceni słońcem i morskim powietrzem zwiedzaliśmy port morski u ujścia rzeki Parsęty, z cumującymi jachtami  i statkami wycieczkowymi. Naszym celem była kołobrzeska latarnia morska, w okolicach której sprzedawca, po studiach ekonomistycznych, oferował naszej grupie biznes życia w postaci wielkich gałek lodów i olbrzymich gofrów za niewielką kwotę …. A widok z latarni był zniewalający!
Tego dnia uczestniczyliśmy także we Mszy Świętej w zabytkowej kołobrzeskiej bazylice. Wieczorem spacerowaliśmy urokliwymi, wąskimi uliczkami Starówki, przypominającymi Złotą Uliczkę w Pradze, oglądaliśmy militaria zgromadzone w  Muzeum Oręża Polskiego. Po długim dniu mieliśmy czas dla siebie, aby zjeść obiad. Tego dnia nie obyło się bez spóźnialskich, którzy w ramach rekompensaty za spóźnienie, pięknie zmywali  naczynia po kolacji całej naszej grupy :D
I zaczynało wiać.

Made by Karolina, Natalia, Gosia

 

 

5.06.2015 piątek  Kołobrzeg – Ustronie Morskie


Ten dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania okrętów marynarki wojennej ORP „ Fala” i ORP „Władysławowo”.  Chłopcy błysnęli swoją wiedzą z zakresu mechaniki  i elektroniki – moc silników, nawigacja, zasięg dział pokładowych, uzbrojenie, systemy komunikacji…. Ale też interesujące były koje, mensa czy pomieszczenia kuka. Ciężko było wyobrazić sobie wojskową służbę trzyletnią w takim miejscu. Pod wrażeniem opowieści pana przewodnika, zeszliśmy na suchy ląd i plażę i pełni sił, pod wiatr, wdychając jod, którego nie widać ruszyliśmy plażą w kierunku Ustronia Morskiego. Zatrzymaliśmy się dopiero na molo (czy to była ta trampolina?) oblężonym przez rybaków. Padło fachowe BIORĄ? z myślą o czekającej nas kolacji. Zamiast rybki było pyszne spaghetti  przygotowane przez naszych kucharzy – elektroników i długie nocne Polaków rozmowy.
A jak wiało!!! A jak było daleko!!!


Made by K. jeszcze raz K. i J.

 

 

6.06.2015 sobota   Ustronie Morskie - Sarbinowo


Nadeszła sobota, szósty dzień czerwca. Opuszczamy miejsce naszego noclegu, którym było Ustronie Morskie i ruszamy wspólnie w dalszą część piaszczystej i wietrznej trasy. Zachowujemy się trochę jak banda myśliwych, żeby nie powiedzieć kłusowników – na celownik bierzemy Gąski. Na miejscu okazuje się jednak, że zamiast gąsek miejscowość oferuje jedynie kury i gołębie. Drób opanował teren wokół dużej, ceglanej budowli, do której przyszliśmy.
Ten opis jak ze średniowiecznej scenerii, dotyczy latarni morskiej, kolejnej na drodze ku srebrnej odznace BLIZA. Wychodzimy na górę, a tu wiatr – któż by się go tam spodziewał, toż to niedorzeczne. Widoki z góry jednych przysparzają o zachwyt, innych o nudności i zawroty głowy. Całkowita różnorodność i szeroka gama ludzkich zachowań, istny raj dla psychologa czy socjologa.
Później przerwa i czas na napełnienie naszych żołądków. W końcu przychodzi pora na kontynuowanie wędrówki – nasz ostateczny cel na dziś to Sarbinowo. Ogółem ilość kilometrów do przebycia, z początkowych 12 urosła do imponujących 18. No ale nie ma przebacz, nie będziemy przecież spali zakopani w piasku na plaży! Domki, w których przyjdzie nam spędzić noc robią wrażenie. Oczywiście zgodnie z zasadą 'zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe' zderzamy się z przykrą rzeczywistością. Właścicielka dba o to, aby nasze opiekunki nie musiały ze sobą taszczyć zbyt dużo pieniędzy. W kalkulacjach cenowych zabrakło jedynie opłaty za oddychanie. Mamy za to trampolinę, nocne opowieści, nieograniczone wręcz zasoby ciepłej wody, istny luksus. Błogi szum kranówy ukoił nasze skołatane nerwy. Tak oto minął dzień, o którym mowa.
 Plażą chodziłem, na latarni ręcznik suszyłem, tam też piękne dipole zobaczyłem.
A w nocy jak wiało!


Made by Stefan

 

 

7.06.2015 niedziela   Sarbinowo – Łazy


Dzisiejszy dzień, jak usłyszeliśmy na porannej odprawie, ma być intensywny. Czyli dalej wieje. Z tym wiatrem to dziwna sprawa. Na ogół (podobno) na wybrzeżu wieje z zachodu na wschód. I my oczywiście idziemy w tym roku zgodnie z tą koncepcją i w tym kierunku. Ale ….. tym razem przez całe dziewięć dni wiało ze wschodu ( i to jak wiało!!!– wiatr i piach w oczy).
Na dobry początek Chłopy ze swoimi kutrami i naturystami, potem Mielno – najbardziej rozrywkowe miejsce nad polskim morzem (uważajcie dziewczyny), potem Łazy z rondem, na którym kończy się droga i wszyscy zawracają (już tak mieliśmy, ale tam ptaki zawracały). My oczywiście do przodu, na pyszną kolację  w wykonaniu naszych kucharzy. Dziś jajecznica z kiełbaską i cebulką a na deser zachód słońca na plaży ( to tu było do niej najbliżej, niedaleko!!!).
A jak wiało ze wschodu!!!!


Made by A. Z.

 


8.06.2015 poniedziałek    Łazy-Dąbki


Ten dzień rozpoczął się nieco inaczej od poprzednich. O sorry, faktycznie wiało i do domu było daleko, ale…
Po zjedzeniu pysznego śniadania wszyscy udali się do największego apartamentu  pod pretekstem spotkania organizacyjnego, gdzie na Pawła (naszego 20-stkowego Jubilata) czekał wspaniały tort. Nie każdemu jest dane obchodzić swoje 20-ste urodziny z „20-stką” na karku)
Po złożeniu życzeń, odśpiewaniu…, wycałowaniu…, udaliśmy się w drogę zahaczając o piękne jezioro Bukowo zamieszkałe przez kaczki i łabędzie. Następnie plażą obraliśmy kierunek na Dąbki. Idąc, w pewnym momencie usłyszeliśmy okrzyk Stefana. Ku naszemu zdziwieniu udało mu się znaleźć butelkę. Nie była to jednak zwykła butelka, po jej otwarciu naszym oczom ukazał się piękny, miłosny list. Cóż, listy miłosne na plaży to przecież rzecz normalna.
 Kolejną niespodzianką tego dnia był urzekający widok jeziora i domku malowniczo położonego zaraz za wydmą. Z jednej strony morze, z drugiej jezioro. Wszak jesteśmy na mierzei. Obraz  bajkowy, wszyscy byliśmy zauroczeni. Po przejściu kilku kilometrów skręciliśmy w leśną dróżkę, która miała nas doprowadzić do miejsca obiadkowego. I tu znów kolejna niespodziewanka . Na końcu drogi czekał na nas … Jaskier (wprawdzie bez orkiestry, ale za to z kwiatami…). Przecież przejechanie 700km by móc iść z nami pod wiatr (a jak wiało!!!) to rzecz normalna.
 Następnie udaliśmy się do miasta Dąbki, które (jak stwierdził jeden z nas) wygląda jak „Chłodnica Górska”. Po zjedzeniu obiadu i pysznych lodów udaliśmy się w dalszą wędrówkę. Gdy przybyliśmy do naszego pensjonatu zostaliśmy powitani przez bardzo miłego gospodarza. Ostatnim hitem dnia była wspólna kolacja,  przygotowana  przez naszych wspaniałych kucharzy, która wszystkim bardzo smakowała. A później impreza u Jacka.
A jak wiało!!! A jak było daleko (do domu oczywiście))!!!


Made by Sebastian i Marcin

 


9.06.2015 wtorek Dąbki -Darłowo


Tego dnia  wiało i nie było daleko, gdyż pierwszy postój wypadł nam zaraz na plaży przy bunkrach z II wojny światowej. Oczywiście część męska naszego Kółka zaraz spenetrowała mroczne pozostałości budowli, znajdując ślady po pociskach i łuski na piasku. Nad głowami ciągle krążyły nam helikoptery i samoloty wojskowe – to słynne manewry naszego wojska, a w czasie wędrówki plażą mijał nas na kładach wojskowy patrol. Szybko dotarliśmy do Darłówka, oczywiście wyszliśmy na latarnię, bo jak nie my, to kto? I obiadek.
Po zasłużonym odpoczynku wyruszyliśmy w poszukiwaniu naszego punktu noclegowego. Szliśmy polami, żytem, dorodne kłosy zbóż, targane oczywiście wiatrem, sprawiały wrażenie fal morskich. Na tym tle nowoczesne wiatraki wyglądały niesamowicie. I jeszcze jaskółki nad głowami. A my na bosaczka lub w klapkach – życie jest jednak piękne.
Nasze domki, w których mieliśmy spać były super komfortowe. Nie sposób nie wspomnieć o placu zabaw, boisku do siatki, miejscu na ognisko, piłkarzykach, naleśnikach na kolację,  macy, czyli polskiej tortilli i gwiazdach spadających do późnej nocy (wczesnego dnia?).
A jak wiało!!!! A jak było daleko (do domu)!!!


Made by Michał

 


10/11.06.2015 środa/czwartek Darłowo- Bielsko-Biała


Tego dnia na naszych twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy, gdyż zwiedzaliśmy miasto bez ciężkich plecaków, a pogoda nam dopisywała. Wybraliśmy się do muzeum- Zamku Książąt Pomorskich, gdzie Pani przewodnik bardzo długo, szczegółowo i z wielkim zapałem opowiadała historię tego miejsca. Oczywiście nie obeszło się bez wejścia na wieżę widokową, na którą prowadziły bardzo wąskie schodki i ciasne korytarze. Najbardziej czekaliśmy na Izbę Tortur, gdzie zgromadzono narzędzia męki czarownic i heretyków. Miejsce było przerażające, lecz bardzo interesujące. Później jeszcze tylko fotki, lody, gofry na darłowskim ryneczku i powrót do domków. Tam mieliśmy czas na grę w siatkówkę, skakanie na trampolinie i zabawy na placu zabaw dla dzieci :D
Był to ostatni, w miarę luźny dzień- zasłużony odpoczynek po przebyciu pieszo trasy Kołobrzeg- Darłowo. Na zakończenie pobytu nad morzem każdy z nas dostał loda na ochłodę , chociaż tak wiało!!!
W pociągu wielu z nas zasnęło od razu, co najbardziej wytrwali grali w karty, śmiejąc się, oglądając foty, wspominając pobyt. Tak dojechaliśmy do Bielska- Białej i tu skończyła się nasza przygoda. Z niecierpliwością czekamy na powtórkę z rozrywki w przyszłym roku :D

Made by Karolina, Natalia, Gosia