Zasadnicza Szkoła Zawodowa Kęty

Kraków

22.01.2011 to data pierwszej (ale nie ostatniej) w tym roku wycieczki Kółka Turystycznego „20-stka”.
Tym razem postanowiliśmy udać się do Krakowa.


Punktualnie o godzinie 7.05 na dworcu PKS w Kętach zaczęły pojawiać się, obwieszone plecakami, tudzież torebkami, osoby… pięć, sześć, siedem… po chwili na przystanek zajechały jeszcze dwie limuzyny z naszymi wycieczkowiczami ( niestety, czekający i marznący turyści nie zdążyli rozwinąć czerwonego dywanu). Jako ostatnia na miejscu spotkania pojawiła się trzymająca kasę  P.c. Ewa Marchewka.
Jazda busem upływała nam powoooli i nudno, ale było to wskazane przed natłokiem atrakcji, które na nas czekały. Po około dwóch godzinach dotarliśmy na miejsce, pożegnaliśmy się z bardzo miłym kierowcą, który zobowiązał się znaleźć dla nas transport powrotny.


Już po chwili wyruszyliśmy na miasto – poprzez Galerię Krakowską. Piękniejsza część naszej grupy wciąż była tu kuszona (Rossmann z lewej, butik z prawej), ale nie podając się, wciąż parły naprzód! Przejście przez galerię obyło się bez zakupów – co prawda była mała przerwa na indywidualne zwiedzanie łazienek (tak! W Krakowie też są).


Kiedy już wyszliśmy na powierzchnię, ruszyliśmy żwawym krokiem w stronę naszego pierwszego celu, którym była pokonkursowa wystawa Szopek Krakowskich. Po krótkim, acz szybkim marszu dotarliśmy na miejsce.. Szopki zrobiły na nas „oszałamiające” wrażenie. Ciekawe były te, wykonane ze śrubek, nakrętek, podkładek itp. oraz z kawałków puszek po napojach (niekoniecznie alkoholowych).

Kiedy obejrzeliśmy wszystkie smoki, Twardowskich, Lajkoników, skomentowaliśmy wszystkie szczegóły i zrobiliśmy sobie zdjęcie grupowe, poszliśmy dalej, a mianowicie do głównego gmachu Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tam mogliśmy podziwiać piękne sklepienie oraz ogólną architekturę obiektu, a niektórzy z nas podziwiali również przechadzające się tu i ówdzie piękne studentki.


Nie tracąc wiary w obejrzenie miejsc, w których czuje się dusze, pewnym krokiem ruszyliśmy do Collegium Maius – najstarszego budynku dawnej Akademii Krakowskiej. Tam na wieść że jesteśmy z Kęt, mogliśmy obejrzeć kaplicę św. Jana Kantego. Zanim przystąpiliśmy do zwiedzania właściwego, podziwialiśmy zegar, który wygrywa melodię „Gaudeamus igitur”. Pierwszym miejscem, które zobaczyliśmy było pomieszczenie służące dawniej jako biblioteka. Tuż obok była tzw. Izba wspólna – tam profesorowie jedli wspólne posiłki.         W opowieści pani przewodnik każdy znalazł coś dla siebie – nasze Panie Profesorki z wyraźną aprobatą przyjęły wiadomość, iż studenci usługiwali dawniej swoim wykładowcom. Pozostałym spodobało się zaś to, że profesorowie  również byli surowo karani.


Zaraz obok znajdował się skarbiec uniwersytecki wraz ze swoimi najcenniejszymi zabytkami ( berła, pierścienie, globus itp.) tam też jedna ze zwiedzających wspólnie z nami pań ( należy stanowczo i zdecydowanie nadmienić że NIE z naszej grupy), nadmieniła dość wyraziście że takie zwiedzanie jej nie satysfakcjonuje. Tę panią interesowały wyłącznie zegary! Próbowała też dotykać eksponatów, ale szybka interwencja pociągającego ochroniarza o wiele mówiącej ksywie „Pan Kopernik”  wybiła jej to z głowy.


Mieliśmy okazję zobaczyć jak kiedyś mieszkali wykładowcy. Naszą uwagę przykuło bardzo krótkie łóżko – cóż, leżenie na wznak było w tamtych czasach nie wskazane, więc lepiej i zdrowiej było spać w tzw. Pozycji embrionalnej.-usunąć Dalej były sale wykładowe, schody, gobeliny, schody, makaty, schody… a na końcu kaplica św. Jana z Kęt. Na tym zakończyliśmy zwiedzanie budynku należącego kiedyś do rodziny Pęcherzów z Rzeszotar.

 

 

Dalej czas na Wawel. Po drodze obejrzeliśmy jeden z najsłynniejszych witraż Wyspiańskiego „Stań się”.

 

Już po chwili wchodziliśmy do Katedry, przy drzwiach której wiszą kości mamuta, nosorożca i walenia – miały one odpędzać złe duchy. Legenda głosi że kiedy kości te urwą się z łańcucha na którym wiszą, to nastąpi koniec świata… a łańcuszek cieniutki i przyrdzewiały  Oglądając katedrę i sarkofagi królów w niej pochowanych, doszliśmy do krzyża św. Jadwigi tzw. Czarnego Krzyża słynącego z cudów. Co ciekawe: na krzyż ten tylko raz w roku pada światło słoneczne. Przemieszczając się dalej poznaliśmy historię wielu władców Polski oraz opowieść o klątwie Jagiellonów.
Na naszej wycieczce nie mogłoby zabraknąć czegoś na co można się wspiąć. Tym razem była to wieża na której wisi dzwon Zygmunta – w porównaniu z Mostkiem Pokutnic we Wrocławiu była niska, pewna osoba nie ukrywała radości z tego powodu ( nie będziemy podawać nazwisk ) Na wieży dotknęliśmy wszyscy serca dzwonu - z całą pewnością przynosi to szczęście. Kiedy już wszystkim udało się zejść, postanowiliśmy pójść do krypty Leonarda. Po drodze napotkaliśmy na swej drodze pracownika katedry, który jak się okazało pochodzi z naszych okolic. Chodził nawet do szkoły w Kętach. Zwiedzanie krypt przebiegło szybko i sprawnie.


Dziedziniec zamku bardzo nam się spodobał – liczne krużganki oraz renesansowe wykusze tworzą niepowtarzalny klimat.

Spacerem udaliśmy się na Kazimierz, aby obejrzeć synagogi oraz cmentarz żydowski. Udało nam się wejść do Starej Synagogi (XV w.) Tam obejrzeliśmy wiele ciekawych eksponatów i zapoznaliśmy się z niektórymi elementami kultury żydowskiej. Pomogliśmy też w pisaniu Tory.
Opuściliśmy to niezwykłe miejsce pod dużym wrażeniem. Cała dzielnica Kazimierz jest bardzo interesująca, warto przekonać się o tym na własne oczy.

 

 

Na tym zakończyliśmy zwiedzanie Stołecznego Miasta Królewskiego. Wracając spokojnym krokiem na dworzec, rozmawialiśmy o następnych wyprawach. Przed odjazdem znalazło się jeszcze troszkę czasu na zakup drobnych upominków np. dla Babć. Kiedy pojawiliśmy się na dworcu, podszedł do nas obiecany rano kierowca. Pan ten odznaczył się niezwykłą spostrzegawczością, poznał nas bowiem po „zwartości grupy”. Już po chwili byliśmy w drodze do domu. Jedni spali, inni rozmawiali lub bardzo głośno się śmiali. Zostało to wrogo odebrane przez współjadących. Punktualnie o godzinie 17.55 zajechaliśy na Dworzec w Kętach. Nastąpiło krótkie pożegnanie. Pozostało dobre wrażenie, wspomnienia i oczekiwanie na kolejne wyjazdy.

 

Made by Wyrachowany i Perfidny