Zasadnicza Szkoła Zawodowa Kęty

Kraków

Godzina 6:40. Niewielką grupą czekamy jeszcze na Jaskra. Temperatura na polu to jakieś -150C. Już jest,  przyszedł w ostatniej chwili. Palce u stóp skostniałe. Nawet ciepła herbata nie jest w stanie nam już pomóc.

Ale oto nadchodzi zbawienie. Autobus pospieszny do Krakowa właśnie zawinął na dworzec. Wszyscy niczym szaleni popędzili w stronę drzwi. Tylko ja i mój kolega podeszliśmy do tego na luzie. Jak się później okazało to był błąd. Wszystkie miejsca już zajęte. Trudno postoimy sobie. Przecież to tylko małe 2 godziny jazdy. Autobus już w drodze. I tak kołyszemy się na prawo i lewo. Drzwi autobusu otwierają się i zamykają. Mijają kolejne przystanki. Na horyzoncie widać już nasz cel. To dworzec autobusowy w Krakowie.

Wypoczęci i pełni sił by poznawać nowe miejsca, ruszyliśmy w labirynt uliczek. I oto już stoimy na Starym Mieście. Przed nami znajduje się średniowieczna brama z basztą. Jest to pozostałość po dawnych murach miejskich. Trzeba ruszać dalej. Na drodze do Uniwersytetu Jagiellońskiego dostrzegliśmy odcisk stopy Królowej Jadwigi. Hech cóż to była za atrakcja. Jeszcze parę kroków i już jesteśmy na Uniwersytecie. Od razu przeszliśmy do Auli. Ze ścian spoglądały na nas postacie  Mikołaja Kopernika, Kazimierza Wielkiego czy Jana Pawła II. Jeszcze tylko parę sweet foci i już ruszamy dalej. Znajdujemy się teraz przed krzywą wieżą Ratusza. Jest ona odchylona od pionu o 55 cm. Jednak naszą uwagę przykuwa zupełnie coś innego. To zapach grzanego piwa. Jednak musieliśmy się obejść samym zapachem. Przecież jesteśmy tu służbowo.

Pomału zbliżamy się do Synagogi na ulicy Szerokiej. Każdy miał okazję napisać swój kawałek Tory od lewej do prawej tym razem. Kolej na odwiedziny Wawelu. Nadal mocno wiszą u drzwi Katedry kości mamuta czy też innego monstrum, więc koniec świata daleko. Przystanęliśmy przed Czarnym Krzyżem, sarkofagami królewskimi, zerknęliśmy na arrasy i…

Teraz kierunek ulica Kanonicza. Rozpoczyna się tam małe przedstawienie. W ruch idą bagaże. Widzimy dwóch chasydów na Desce Ostatniego Ratunku, Żyda Wiecznego Tułacza, który ubiera plecak tak duży, że można by było do niego spakować rzeczy 5 osób jadących nad morze. Oczywiście z Kółka. Ruszamy dalej  ulicą Kanoniczą. Czy tutaj wszystko musi kojarzyć się z matematyką? . Znajdowały się tu dawniej domy kanoników katedralnych, bez parabol. Jeszcze tylko przechadzka przez galerię handlową, szybki posiłek i już siedzimy w busie. Na szczęście nikt nie musiał stać. Podróż do Kęt minęła szybko. W trakcie usłyszeliśmy bardzo dużo śmiesznych, a jakże interesujących rozmów. Niektórzy wiedzą o czym tutaj mowa.

Czas kończyć podróż rozpoczętą 8.12.2012. Oczywiście nie opisałem wszystkiego, co zobaczyliśmy i zwiedziliśmy. Bo jak można zapamiętać tyle miejsc i tyle rzeczy.

 

Mabde by Paweł.