Zasadnicza Szkoła Zawodowa Kęty

Toruń - Malbork

Dokładnie 17 kwietnia Anno Domini 2009 o godzinie 21.35 z dworca w Bielsku Białej członkowie i sympatycy kółka turystycznego „20-stka” ruszyli na pierwszą wyprawę. Mieliśmy odwiedzić Toruń, miasto Mikołajem Kopernikiem i piernikami słynące. Potem szybki przejazd pociągiem aby zdążyć na wieczorną potyczkę z Krzyżakami na zamku w Malborku.

Plan gotowy, wszyscy obecni, więc …ruszamy!

 

Dzień I

Po( dla większości) nieprzespanej nocy (choć niektórym nawet udało się chrapać),  dotarliśmy do Torunia.

 

Cali wymięci, z ciężkimi plecakami (walizkami na kółkach też) udaliśmy się w kierunku starówki.

 

Panorama z mostu na Wiśle zachęcała do dalszego marszu mimo stale pogarszającej się pogody.

 

 

Już po przekroczeniu murów obronnych cofnęliśmy się o parę wieków. Po pierwsze, urokliwe kamieniczki, każda inna i niepowtarzalna z bogatymi ornamentami, nawet w kształcie pierników. Po drugie, cisza. Był wczesny, sobotni ranek, nigdzie nie było żywego ducha(6.30sic!), a to najlepiej działało na wyobraźnię.

 

Ostrożnie przenosząc walizki (te z kółeczkami)pomiędzy dziurami i remontami na głównych ulicach miasta (ach, to Euro 2012!), dotarliśmy na rynek. Przywitała nas rzeźba osła (może był to ulubiony pupil Kopernika?), a następnie sam Mistrz.

 

Szkoda tylko, że nieruchomy, może pomógłby mi w fizyce?

W jednej z bocznych uliczek naszym oczom ukazała się Krzywa Wieża. Po dłuższych obserwacjach okazało się, że nie tylko ona jest przechylona, ale także okoliczne budynki. Toruń można więc, nazywać „Krzywym Miastem”.

 

Byliśmy tak zmarznięci, że widząc duży napis „Bar Mleczny”, nikt nie zastanawiał się jaki będzie następny punkt programu – herbata z cytrynką. W przerwie, co niektórzy zdążyli odwiedzić firmowy sklep z piernikami i zakosztować (za nie małe pieniądze) tego brązowego złota.

 

 

Tak posileni zwiedziliśmy ratusz, gdzie poszukiwaliśmy oryginału portretu Kopernika, (który zapewne znacie z podręczników) geniusz ma na nim czerwony kubrak. Pośród wielu obrazów, m.in. Matejki, nie udało nam się go odszukać (fajtłapy!).

Właściwie wbiegliśmy na wieżę ratusza, by podziwiać miasto z góry.

 

Największym zainteresowaniem cieszył się, widoczny w oddali, tor żużlowy, podobno ten sport jest tu popularniejszy od piłki nożnej.

 

Chwila dla fotoreporterów i lecimy dalej!

Na naszej trasie nie mogło zabraknąć Domu Kopernika (wszak Mistrz to patron naszej szkoły), gdzie oglądaliśmy makietę starego Torunia, Katedry Św. Janów ze słynnym dzwonem Tuba Dei i chrzcielnicą- miejscem chrztu astronoma, kościoła NMP – tu długo poszukiwaliśmy obrazu z najstarszą panoramą miasta (znaleźliśmy!).

 

Skoro słynny astronom, to także planetarium.

 

Pokaz może i był fajny, ale niewielu uczestników jest w stanie powiedzieć o nim coś więcej. Ciemność, wygodne fotele i spokojny głos narratora zadziałały jak narkotyk. Ręka do góry kto nie zasnął!

Trochę zaspani udaliśmy się na zasłużony obiad do „Baru Mlecznego”. Niestety na drzwiach czekała na nas karteczka „rezerwacja” (że też nie mają gdzie imprez robić). Na szczęście znaleźliśmy, dużo droższą ale zawsze, restauracjo-pizzerię. Ona także zawiodła, niektórzy czekali na dania nawet godzinę!

 

Potem chwila snu w pociągu i już jesteśmy w Malborku (d. Marienburg).

 

Po zakwaterowaniu w schronisku, ciepło ubrani, ruszyliśmy na zdobycie zamku nocą, przy świetle i z dźwiękiem. Pokaz „Światło i dźwięk” zawładnął naszymi zmysłami ale nie do końca, pomimo uczty dla oczu i perfekcyjnej ścieżki dźwiękowej, nie dało się w pełni skupić na pokazie, a to za sprawą temperatury i ostrego wiatru. Niektórzy mówią, że było koło 5 stopni inni, że nawet 0, pewne jest to, że wszyscy znowu przemarzli (a to wszystko dla sztuki).

 

 

Dzień II

Nieśpiesznie jedząc śniadanie podziwialiśmy wyczyny Kubicy na torze, a raczej jego kolejną porażkę. Następnie wszyscy zaśpiewaliśmy „Sto Lat” Łukaszowi, który miał właśnie  20 urodziny (to jeden z powodów nazwania kółka tak, a nie inaczej).

Wyspani (nareszcie!) ruszyliśmy na kolejne starcie z Krzyżakami. Niestety okazało się że, uciekli, i to już parę wieków temu. Tchórze!

Zamek zupełnie inaczej wyglądał za dnia.

 

Porażał swym ogromem już z zewnątrz, wnętrze też nie ustępowało potęgą. Jak to moja koleżanka określiła „Nie odbiega niczym od zamków w zachodniej Europie”. Nie zauważyła jednak, że jest odbudowany i to aż w 60%! Co ciekawe wybudowali go Krzyżacy, czyli innymi słowy Germanie i podczas II wojny sami go sobie zniszczyli.

 

Bardzo podobały mi się toalety (bez komentarza). Prawo do własnego, osobistego WC mieli tylko najwyżsi dostojnicy, w tym kucharz. Na Zamku Wysokim jest studnia, jeśli wrzuci się do niej pieniążka to powróci się tu za 20 lat, oczywiście każdy wyszukał jakiegoś grosika w portfelu (to drugi powód nazwy naszego kółka).

Wszystkich pragnących odwiedzić zamek informuję, że oprowadzanie trwa ponad 3 godziny. Polecam, warto.

 

 

W miasteczku takim jak Malbork naprawdę trudno jest znaleźć restaurację, ale nam się udało. Niestety, znowu przywitała nas kartka „rezerwacja”. Na szczęście pani z obsługi była tak miła, że przygotowała nam kotlety (dosłownie) na wynos. Zapewne dość dziwnie wyglądaliśmy jedząc obiad na krawężniku ulicy (smacznego chłopcy i dziewczynki!).

 

 

Męska część naszego kółka znalazła informację o czołgu eksponowanym na placu miejskim. Gdzie udaliśmy się po obiadku? Oczywiście oglądać gąsienice, wnętrze i zdobywać KW2 (?). Bez komentarza.

 

Dzień III

Przyjazd do Bielska, przesiadka do Kęt. U kresu podróży pożegnania, życzenia dobrego odsypiania a także nadzieja na następne wyprawy.

 

Made by Olga