Zasadnicza Szkoła Zawodowa Kęty

Palenica - w poszukiwaniu słońca

Słońce, czyste niebo i kiełbasa! Czegóż więcej trzeba aby wybrać się w góry? NICZEGO. Z tegoż powodu w sobotę 21 kwietnia Anno Domini 2012 rozpoczęliśmy kolejny sezon podróżowania, tym razem po polskich górach.  Naszym celem była Trzonka i Palenica. Trasa wyjątkowo łatwa - ale sezon trzeba rozpocząć lekko, bez zbytniego wysiłku.

Wyruszyliśmy z Wielkiej Puszczy po drodze w kierunku Przełęczy- no właśnie- jakiej? Na jednych mapach nazwanej Beskid, na drugich Targanicką, a na miejscu wisi sobie tabliczka Przełęcz Beskid Targanicki. No cóż, nie ma to jak sztuka kompromisu.

Kawałeczek pod górkę i już chłodzimy się cieniu lasu. Po drodze minęliśmy „...źródełko”. Tak nazwaliśmy źródełko które z niewiadomych dla nas wtedy powodów wydawało dziwnie podejrzane dźwięki. Nieciekawie byłoby tamtędy wędrować nocą. Po drodze natknęliśmy się na stary wagon spółki przewozowej, której reklamować absolutnie nie będziemy, tylko jakimś cudem tory spod tegoż wagonu ktoś powyjmował. Ale cóż, wagon w górach – zwykła rzecz.  Nie wiadomo jak i dlaczego tak szybko znaleźliśmy się pod chatką studencką „Limba”. Brak żywego  ducha- oczywiście oprócz nas, drwali i przyjaznego pieska. Lecz chyba ktoś na nas czekał ponieważ  zostawił nam suche gałązki, idealne do smażenia kiełbasy.

Najlepsza część wyprawy- relaks, dobre jedzenie, wyśmienite towarzystwo, no i te widoki- Babia Góra w całej krasie, Pilsko- równie zachwycające, później cała panorama przez Kiczorę, Żar, Skrzyczne, poprzez Czupel, Magurkę, aż po Hrobaczą Łąkę. Niesamowite widoki!!!Lecz chmury postanowiły okazać swą wyższość nad nami i spuściły kilka kropel deszczu. Spakowaliśmy się i ruszyliśmy powoli  w dalszą drogę. Niebo ciemniało, powietrze robiło się coraz gęściejsze, zaczęło pogrzmiewać, a nam mimo to humory dopisywały. Aby zmyć z nas oznaki lekkiego zmęczenia chmury kolejny raz pokazały nam jak mało mamy do gadania w kwestii pogody- lunęło kiedy dotarliśmy do krzyża na Palenicy. Ale że deszcz też człowiek niektórych  pozostawił prawie suchymi ( do teraz nie wiemy jak to możliwe). Ponieważ autobusy powrotne z Porąbki nie kursowały po  ani po naszej myśli, ani po oczekiwanej przez nas trasie, ruszyliśmy pieszo w kierunku domu. Udało nam się jednak i zauważył nas po drodze zaprzyjaźniony kierowca pustego autobusu. Oczywiście , trzeba było wykorzystać tą okazję. Z Kobiernic został jeszcze tylko malutki kawałek do domu. W lekkim ścisku wysłuchaliśmy życiowych przeżyć i mądrości kierowcy busa.

I tak  zakończyła się nasza  pierwsza w tym sezonie, ponoć najkrótsza wyprawa w najbliższe nam góry Beskidu Małego. Pozostaje pytanie- dokąd teraz?