Zasadnicza Szkoła Zawodowa Kęty

Pilsko

Piątkowe popołudnie dnia 15 października 2010r. Niby dzień jak co dzień ale nie dla ekipy Szkolnego Koła Turystycznego 20-stka. Tego właśnie dnia 20-stka zaplanowała wypad w Beskid Żywiecki w celu nawdychania się „górskiego jodu” czyli po prostu dotlenienia się bo jak dobrze wiemy „TLEN TO JEST ŻYCIE I TLEN ODŻYWIA” oraz w celu podziwiania piękna otaczającej nas przyrody. Zbiórka zaplanowana była na godzinę 15.30 lecz jak to w życiu bywa nic nie jest idealne i wyruszyliśmy wynajętym busem gdzieś dopiero około godziny 16.30. Stało się tak dlatego gdyż część naszej ekipy wracała z wycieczki do  Częstochowy w której była się modlić o zdanie matury oraz  piękną pogodę podczas trwania naszej wyprawy. Oczekiwanie na ich powrót stało się dogodną okazją do zintegrowania się z osobami, które na tej wyprawie przeżyły swój pierwszy raz z Kołem Turystycznym 20-stka. Pierwszy i miejmy nadzieje, że nie ostatni ;)

 

 


Po skompletowaniu wszystkich śmiałków, którzy zgłosili się na tę wyprawę mogliśmy wreszcie wyruszyć. Droga busem mijała w miłej i spokojnej atmosferze. Bez większych przygód dotarliśmy do Żabnicy skąd czarnym szlakiem udaliśmy się na Halę Boraczą gdzie w gospodarstwie agroturystycznym mieliśmy zaplanowany pierwszy i ostatni  nocleg. Szlak trochę błotnisty, trochę kamienisty nie sprawił nam jednak większych problemów i po około godzinie dotarliśmy na miejsce. Podczas wędrówki mieliśmy okazje obserwować liczne salamandry, które tak jak my, chodziły sobie czarnym szlakiem. Gospodarstwo agroturystyczne w którym mieliśmy spać okazało się bardzo przytulne i perspektywa spania w tak miłym miejscu wydawała się być bardzo przyjemną….. ale wszystko to do czasu ….

 


Po zjedzeniu kolacji postanowiliśmy upiec ziemniaki i posiedzieć trochę przy ognisku.
Niestety ognisko okazało się być czymś w rodzaju dużego grilla i nasze ziemniaki po włożeniu do ognia zmieniły swe biologiczne właściwości. Zaszła pewna reakcja chemiczna i wzór chemiczny ziemniaka przyjął postać : C . Inne ziemniaki, które jeszcze nie przeszły reakcji chemicznej, zaczęły dziwnie świecić na czerwono. Jak się później okazało udało się jednak coś z nich uratować a nawet zjeść. Oczywiście po wcześniejszym posoleniu dla lepszego smaku haha ;D. Gdy zagasiliśmy ogień udaliśmy się do budynku by wyspać się przed sobotnią wędrówką. Jednak tylko nieliczny mogli zaznać uczucia snu gdyż w naszym sąsiedztwie imprezowali sobie studenci co znacznie utrudniało spanie. Skończyli dopiero około godziny 4. Rano gdy wstaliśmy na śniadanie, wojownicza Asia, postanowiła z nimi popolemizować na temat nocnych wydarzeń tzn. czyt. : stała pod drzwiami do ich pokoju i puszczała im muzykę mającą na celu przynieść im ukojenie w porannym kacu ;D

 


O godzinie 8 wyruszyliśmy na Halę Lipowską. Modły o pogodę zostały wysłuchane gdyż na niebie były tylko pojedyncze chmurki a słońce swobodnie nam świeciło. Na Halę Lipowską zaprowadził nas zielony szlak. W schronisku na Hali Lipowskiej obowiązkowo coś ciepłego do picia i zjedzenie przekąsek energetycznych. Naszym następnym celem była Hala Rysianka a stamtąd już tylko na Halę Miziową związaną z naszym przewodnikiem ks. Mizią . Droga była długa ale mijała w wesołej atmosferze i nikt nie mógł się nudzić. Na Hali Miziowej kolejna porcja zaspokojenia potrzeb energetycznych. Niestety ze względu na bardzo słabą widoczność nie udało się nam zdobyć drugiego po Babiej Górze, co do wysokości, masywu górskiego w Beskidzie Żywieckim czyli Pilska. Z Hali Miziowej zeszliśmy do Korbielowa skąd do Kęt zawiózł nas nasz wynajęty bus. Droga mijała spokojnie i w miarę cicho gdyż towarzyszyło nam już lekkie zmęczenie. W Kętach byliśmy około 18 gdzie się pożegnaliśmy i rozeszliśmy i tak zakończyła się nasza wyprawa w Beskid Żywiecki.
A Bóg widział, że było to dobre i już planujemy kolejne wyprawy na które wszystkich chętnych zapraszamy.

Made by Gasiek