Zasadnicza Szkoła Zawodowa Kęty

W poszukiwaniu bursztynu

Drogi Pamiętniczku

Dziś pragnę uwiecznić na Twych stronnicach historię grupy 21 ludzi, którzy na przekór ogólnie obowiązującym zasadom (kto jedzie nad morze w lutym ?), postanowili przemierzyć kraj Polan aby zmagać się z szalejącymi wiatrami mroźnej północy. Było to zimą. I ja Jaskier. zwany też Iskierką. byłem tam.

 

Poniedziałek

Po uprzednim przedstawieniu się sobie <czego wymaga kultura, przecież nikt z nas nie chciałby uchodzić za osobę niekulturalną >przeliczeniu, z wypchanymi plecakami, torbami, walizkami, brzuchami i kieszeniami ruszyliśmy ku uprzednio zarezerwowanym przedziałom pociągu PKP Intercity. Uśmiech na twarzach i wieść „Przewoźnik ufundował czekolady”. Zszokowani takim rozwojem sprawy zajęliśmy miejsca. Kolejna niespodzianka! Pociąg ruszył bez opóźnienia. To znak z niebios. Los nam sprzyja. Jazda była niesamowita. Spotkania z nieznanymi ludźmi, wiatr z nieszczelnych okien rozwiewający włosy. A to wszystko dzięki naszym nowoczesnym pociągom. W takich warunkach nawet nie da się spać. Pewnie myślicie. że idzie tu o brak miejsca na wyłożenie nóg .CHA !Myśląc tak,  macie wiele racji ,ale pamiętajmy także że wielu z nas chciało wykorzystać do maksimum czas tej przygody.

Wtorek

W nasze oczy o 4.31 wdarły się promienie słońca. To znak, że pora nam w drogę. Bez większych problemów wszyscy ruszyli przed siebie zmotywowani tym, że w schronisku się położą i nadrobią godziny spędzone w pociągu. Ale niektórzy nadal trwali niezłomnie bez snu. Bo ileż można spać. Pora ruszyć na podbój Gdańska.

Parę kościołów, katedra, wiele ulic to wszystko zwiedziliśmy. Kolejna stacja to Muzeum Bursztynu. Wiele schodów pokonaliśmy aby ujrzeć między innymi gitarę elektryczną z bursztynu. Dowiedzieliśmy się także jak powstają bursztyny. Ale nie wolno stać w miejscu zbyt długo. Ruszyliśmy więc do Dworu Artusa. To tutaj w dawnych czasach odbywały się uczty i spotkania mieszczan. Z piecem w owym Dworze wiąże się historia Dyla Sowizdrzała, którego całuje się w…. Kto był ten wie.

Niedaleko Dworu Artusa mieści się Ratusz Gdański. To między innymi tutaj siedzibę ma  Muzeum Historyczne Miasta Gdańska. Sprzyjający nam los sprawił, że był to dzień darmowych wejść do wszelkich muzeów, co sprawiło nam wiele radości.

Ale pora zakosztować gdańskiego jadła i napojów. Na miejsce naszej uczty wybraliśmy tanią ale serwującą dobry obiadyniec jadłodajnię.

Jak wszystkim wiadomo co się zjadło należy spalić. Ruszyliśmy więc w kierunku Długiego Pobrzeża o którym Jadwiga Łuszczewska pisała „most nie rzucony przez rzekę, ale wzdłuż niej biegnący [...] wybudowany na palach pomost szeroki, tworzący po jednej stronie jakby ogromny chodnik zawsze pełen gwaru, obstawiony kramami, przy nim ciągle się mija statki i berlinki, tak na Motławie natłoczone, że z trudnością można wodę dojrzeć”. Przyjrzeliśmy się z bliska słynnemu już Żurawiowi-zabytkowemu dźwigowi portowemu i panom na wiaderkach. Kto był ten wie.

Ale gdy człowiek świetnie się bawi czas leci bardzo szybko. Zmęczenie całodniowym marszem udaliśmy się w stronę naszego schroniska. Szkoda tylko ,że nie udało nam się dostać na Westerplatte <pomimo tego wszyscy świetnie się bawili>. W schronisku zjedliśmy przyrządzoną wcześniej kolację i udaliśmy się do pokoi, aby nabrać sił .

Witam. Jestem Angela i kontynuuję historię kolegi Jaskra. Byłam tam  i  pierwszy raz w życiu zobaczyłam Morze Bałtyckie zimą. Niesamowite przeżycie, uwiecznione na zdjęciach, będzie wspominane przez długi czas.

 

 

Środa

Po długo wyczekiwanej nocy, razem ze słońcem przywitaliśmy nowy dzień. Poranna toaleta, śniadanie we wspólnym gronie, krótka zbiórka i ruszyliśmy dalej pokazać się światu.

Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy, była Stocznia Gdańska z pomnikiem Trzech Krzyży. Owy pomnik jest poświęcony ofiarom Grudnia ’70 i stanął w miejscu, gdzie padło pierwszych trzech zabitych. Na pomniku widnieje napis: „Oddali życie, abyś ty mógł żyć godnie”, a na jednym z Krzyży jest tablica z cytatem Czesława Miłosza: „Który skrzywdziłeś człowieka prostego śmiechem nad krzywdą jego wybuchając, NIE BĄDŹ BEZPIECZNY poeta pamięta, możesz go zabić narodzi się nowy, spisane będą czyny i rozmowy”. W 1987r. pod pomnikiem modlił się Jan Paweł II.

Po chwili zadumy, poszliśmy na dworzec poszukać autobusu, który jedzie na Wyspę Sobieszewską. W czasie przejażdżki stwierdziliśmy, że mieszkają tam bardzo mili ludzie. Przejeżdżaliśmy przez most pontonowy, przez który można było przejść pieszo i zobaczyć jak on cały pływa i się rusza. Gdy wysiedliśmy, pewna pani pokazała nam gdzie mamy iść. Więc postąpiliśmy wg wskazówek. Szliśmy przez las, by dostać się na plażę i w końcu zrobić małą przerwę. Po drodze mieliśmy czas na zabawę śniegiem i rozmawianie o wielu ciekawych rzeczach. Natknęliśmy się nawet na kawałek Rezerwatu Przyrody Mewia Łacha. Gdy dotarliśmy nad samo Morze chodziliśmy brzegiem i zbieraliśmy muszle, których uzbieraliśmy bardzo dużo, a także bursztyny, choć nie wiele udało nam się znaleźć. Spędziliśmy tam dużo czasu, napawając się wspaniałym widokiem i świeżym powietrzem. Później powędrowaliśmy w drogę powrotną na autobus, także przez las.

Gdy dojechaliśmy do Gdańska udaliśmy się na obiad, do wspomnianej wcześniej jadłodajni. Posileni, poszliśmy do cukierni, gdzie mieliśmy zobaczyć pokaz wyrabiania cukierków, ale kazali nam zjawić się następnego dnia, ponieważ się spóźniliśmy. To nic, odwiedziliśmy pocztę i wysłaliśmy pocztówki, z pozdrowieniami ze słonecznego Bałtyku J

Po powrocie do schroniska, mieliśmy trochę czasu na odpoczynek i wybraliśmy się na nocny spacer po Gdańsku. Obejrzeliśmy dużo ulic, które bardzo pięknie wyglądają, gdy są oświetlone tylko latarniami. Zrobiliśmy duże koło w okolicach schroniska i wróciliśmy się na kolację. Po wyczerpującym dniu, położyliśmy się do łóżek i tak skończyła się środa.

 

Czwartek

Poranek jak co dzień obudził nas ciosem promieni w zamknięte oczy. Po szybkim lecz dokładnym zjedzeniu śniadania, spakowaniu się, oraz posprzątaniu ruszyliśmy w świat. Tępo troszkę zmalało gdyż paru uczestników nie było przystosowanych do podróży z obciążeniem, lecz dobry humor i wspomnienie domu potrafi dodać otuchy. Nasz pierwszy cel-Cukiernia. Słodka woń dobiegła do naszych nosów już na sąsiedniej ulicy. Po krótkim pokazie z kilkoma bonusami ruszyliśmy do Sopotu. Z pijalni wód na czwartym piętrze rozpościera się piękny widok na pobliskie molo i plaże. A na molu czekały już na nas sępy które udawały mewy. Wyglądały, skrzeczały i latały tak jak prawdziwe mewy lecz jeśli rzucić im trochę chleba potrafią ugryźć nawet całą rękę. Trzeba naprawdę uważać bo przecież kto normalny chce stracić rękę w potyczce z mewo-sępem. Po upewnieniu się czy wszyscy posiadają 2 ręce 2 nogi i głowę ruszyliśmy w kierunku autobusu.

W Gdyni po nieudanym wejściu na ORP Błyskawicę udaliśmy się do oceanarium. Ryby chyba spały bo nie były zbyt rozmowne. A może to prawda że ryby głosu nie mają?? No ale czego się można spodziewać po mieszkańcach morza zamkniętych w małych akwariach. Aby nie przeszkadzać tym dziwnym stworzeniom ruszyliśmy w kierunku plaży. Nie wypada przecież nie wejść choć po kolana do morza w lutym. Ogólnie woda nie była przecież zimna.

Ale cały czas pamiętaliśmy że nasz pociąg nad morze wyruszył bez spóźnienia więc i nasz powrotny pociąg mógł nie mieć opóźnienia. Udaliśmy się więc na zakupy i w kierunku dworca. Gdybyśmy byli obcokrajowcami to zapewne byśmy się zgubili gdyż ogrom i duża liczba źle ponumerowanych peronów potrafi doprowadzić do bólu głowy. Ale fortuna nadal nam dopisuje. Trafiliśmy każdy do swojego przedziału. Ponieważ zmęczenie dawało się we znaki większość z nas po kilku przygodach zamknęła oczy i udała się do krainy snów.

 

Piątek

Po nocy w pociągu wysiedliśmy w Krakowie. Udaliśmy się migiem na autobus aby jak najszybciej być w domu. I tym razem szczęście nam dopisało. Po sennej podróży znaleźliśmy się w znanym nam mieście Kęty. Nic się tu nie zmieniło od czasu kiedy ostatnio tu byliśmy toteż żaden z nas nie przeżył jakiegoś szoku. Przyszedł czas aby się pożegnać. Chciałem napisać „mówią, że wszystko co dobre szybko się kończy” lecz jest to zwrot utarty, nudny i wszystkim znany wiec go nie użyję. Po prostu każdy z nas wie jak to jest z pożegnaniami . Kiedyś muszą nadejść, ale nie ma co się smucić gdyż większość z nas chodzi do tej samej szkoły.

Made by Iskierka i Angela.

 

P.S. W miejscu tym pragniemy zaznaczyć, że wyjazd mógł się odbyć dzięki dofinansowaniu, które otrzymaliśmy z Gminy Kęty w ramach działań programu profilaktyki uzależnień. Uczestnicy wycieczki jak i opiekunowie serdecznie dziękują.