Zasadnicza Szkoła Zawodowa Kęty

Wrocław

 

25 września  Anno Domini 2010 bladym świtem (około godz. 6.00) podróżnicy z Koła Turystycznego „20-stka” wyruszyli na kolejną wyprawę- tym razem do Wrocławia.

Głównym celem naszego wyjazdu było pogłębienie dotychczasowej teoretycznej wiedzy historycznej i społecznej poprzez bezpośredni kontakt z miastem, zabytkami Wrocławia i znajdującymi się tam krasnalami.
Wszystko zaczęło się punktualnie, zgodnie z planem. Kiedy wszyscy pojawili się już na peronie pierwszym dworca głównego w Bielsku-Białej rozpoczął się tzw.wyścig szczurów, czyli kto pierwszy zdoła zająć miejsca siedzące w podstawionym od pewnego czasu pociągu. Jak się okazało miejsca starczyło dla wszystkich. Niektórzy okazywali swoje niezadowolenie z powodu braku przedziałów…, ale koniec końców doszli do wniosku, że tak bez rzeczonych separatek też da się miło, gładko i przyjemnie podróżować. Droga mijała wolno, ale każdy umilał sobie czas jak tylko potrafił: jedni słuchali muzyki, inni grali w karty, natomiast jeszcze inne osoby przelewały na papier swoje uczucia w postaci wierszy.

Po 4 godzinach niezwykle interesującej podróży dotarliśmy na miejsce a mianowicie na dworzec główny we Wrocławiu… (budynek ten z 1857 r. jest utrzymany w stylu Tudor (schyłkowa faza gotyku angielskiego)). Zaraz po tym jak wszyscy znaleźliśmy się poza pociągiem nastąpił krótki pojedynek na aparaty oraz szybka (dez)organizacja i szybki marsz do miejsca naszego noclegu, a było to tym razem Szkolne Schronisko Młodzieżowe.






W naszym przestronnym pokoju pozostawiliśmy nasze ciężkie plecaki, torby czy też toboły a następnie zaczęliśmy zwiedzanie miasta opanowanego przez wspomniane wcześniej krasnale, których jest tu ponoć 173 ( każdy krasnal przedstawia jakiś taki zawód). Jednakże dostrzeżenie krasnali nie jest tak łatwe jak by się wydawało, a przekonali się o tym członkowie Koła „20-stka” już w chwilę po tym, jak nasze szanowne panie opiekunki ogłosiły konkurs „Bystre Oko”, czyli krótko mówiąc, kto znajdzie najwięcej małych, złośliwie się chowających, zarośniętych krasnoludków.

Naszą wędrówkę po mieście rozpoczęliśmy od zwiedzania starego miasta. Podziwialiśmy także kolorowe kamieniczki z średniowiecza m.in. kamieniczkę Jasia i Małgosi oraz zdawaliśmy  egzamin praktyczny z języka angielskiego oraz niemieckiego – zadaniem była rozmowa w wybranym języku w biurze informacji turystycznej.

Następnie szybkim tempem ( choć kurczowo trzymając się poręczy) pomaszerowaliśmy schodami na najwyższy wrocławski mostek- zwany mostkiem Pokutnic, który łączy dwie wieże kościoła św. Marii Magdaleny, jak głosi legenda sprzątanie mosteczka jest karą dla kobiet, które uchylają się od małżeństwa, a tym samym od wykonywania obowiązków domowych. Z mostka podziwialiśmy piękną panoramę Wrocławia.







Kiedy wszyscy byli już na ziemi, nastąpiło krótkie (wszędzie nam towarzyszące) liczenie uczestników wycieczki. Podążaliśmy dalej szlakiem krasnali, mijając sporą gromadkę (20 radiowozów, autobus i jeszcze trochę) naszych dzielnych stróżów prawa, którzy wyruszyli do akcji aby chronić osoby biorące udział w paradzie (podobno równości).

Nagle i niespodziewanie dotarliśmy do ratusza w którym znajduje się wrocławskie Muzeum Miejskie. Owe muzeum było – jak to ujęła Asia -  ”bardzo ciekawe” aczkolwiek niewielkie. Wychodząc z dawnego budynku rajców miejskich postanowiliśmy udać się na popas. Kiedy wszyscy (lub nie wszyscy) najedli się do syta, wąskimi uliczkami Wrocławia udaliśmy się na Uniwersytet Wrocławski, przed którym znajduje się pomnik nagiego szermierza. Oczywiście spotkało nas szczęście (jakżeby inaczej), gdyż trafiliśmy na dzień, w którym szermierz posiadał jeszcze szpadę. Jeszcze, ponieważ jak dowiedzieliśmy się od bardzo miłej pracowniczki uniwersytetu, szpada jest bardzo często kradziona nagiemu panu. Ale podobno podczas juwenaliów zdarzają się też odruchy dobrego serca (np. ubranie marznącemu stróżowi fontanny czerwonych slipów).

W Uniwersytecie udaliśmy się do słynnej Auli Leopoldyna. W barokowym pomieszczeniu, jednym z licznych posągów był posąg młodzieńca z oślimi uszami symbolizującymi głupotę ( tak więc, uważajcie kochani uczniowie Kopernika, aby i wam one nie wyrosły). Udając się schodami coraz wyżej i wyżej  dotarliśmy na wieżę matematyczną, w której mieliśmy okazję stanąć na południku 17°2’5’’ oraz dowiedzieć się o twórcach wrocławskiego uniwersytetu, których znaczną większość tworzyli lwowiacy między innymi wybitny matematyk Stefan Banach.







Następnie jednym z 117 mostów udaliśmy się na Ostrów Tumski. Most Tumski to trochę niezwykły most, ponieważ zakochani pieczętują wieczną miłość grawerując na kłódkach swoje imiona po czym zawieszają je na moście, a kluczyk wyrzucają do Odry. Po obejrzeniu tej obrzuconej kościołami wyspy udaliśmy się do naszego schroniska by zregenerować siły na wieczorny pokaz. Na koniec pierwszego dnia wycieczki, z powodów powiedzmy „pogodowych” udaliśmy się tramwajem na pokaz wrocławskiej fontanny na Pergoli, który zachwyciłby nawet najwybredniejsze oczy. Jest to jedyny w Polsce pokaz wodny odbywający się w rytm muzyki klasycznej bądź nowoczesnej, uzupełnieniem przedstawienia są kolorowe światła laserowe. W trakcie  pokazu tradycji kółka stało się zadość-  p.Marchewka poczęstowała nas krówkami, które towarzyszą nam na wielu wyprawach (na co ja piszący tą relacje stawiam szczególny nacisk, ślę podziękowania w imieniu całego kółka i nie owijając w bawełnę czekam na jeszcze ) . Zaraz po poczęstunku, spacerkiem, podziwiając Wrocław nocą powróciliśmy do schroniska.
Noc była bardzo ciężka. W niektórych z nas znów obudziła się wena twórcza do pisania wierszy, natomiast w innych do tworzenia pamiętników oraz duchowego łączenia się z rodzinami, na co niektórzy zareagowali gwałtownie – wybiegli w kierunku kuchni zabierając ze sobą jedynie zupki chińskie ( to jest właśnie frustracja).







Po tej trudnej psychologicznie nocy o godz. 7.00 budzik jednej z koleżanek obudził wszystkie czujne ososby. Po zjedzonym wspólnie śniadaniu, spakowaniu bagaży udaliśmy się na mszę świętą. Następnym etapem wycieczki była Panorama Racławicka gdzie najpierw oglądnęliśmy makietę z zaznaczonym szlakiem bojowym Insurekcji Kościuszkowskiej, która w niezwykły sposób zadziałała na nas usypiająco. O godz. 11 rozpoczęliśmy swoją przygodę z Panoramą Racławicką, głos lektora sprawiał, że udzieliła się nam atmosfera z tamtych lat, czuliśmy się jak gdybyśmy byli pośrodku walki toczącej się w  1794 roku pod Racławicami.

Kolejną atrakcją wycieczki było Muzeum Narodowe w którym zwiedzaliśmy wystawy od czasów królewskich , aż po hm… niezwykle współczesne. Największe wrażenie na wszystkich wywarła wystawa sztuki nowoczesnej, która zwiedziliśmy w niecałe 5 minut.







Następnie wolnym krokiem przeszliśmy do Ogrodu Botanicznego, gdzie jak zwykle szczęście nam dopisało- ogród mogliśmy zwiedzić za darmo. Następnie przeszliśmy na obiad. Później udaliśmy się aby zwiedzić tutejszą synagogę, po drodze mijaliśmy ciekawy lokal w którym podaje się wyłącznie czekoladę oraz jej przetwory, najbardziej jednak spodobał nam się zewnętrzny wygląd budynku. Potem część naszej grupy spotkała  p. Napieralskiego wraz z jego świtą (czyt. Chmarą posłów) i postanowili uwiecznić to zdjęciem z nim. Potem były jeszcze szybkie zakupy pamiątek oraz prowiantu na drogę. Następnym etapem naszej kończącej się już powoli wycieczki do Wrocławia było odebranie bagaży.



Robiąc sobie w schronisku dłuższą niż przewidywaliśmy chwilę odpoczynku o mały włos nie spóźniliśmy się na pociąg. Kiedy wszyscy zajęli już możliwe miejsca, pociąg ruszył. Podróż w nim mijała nam bardzo wesoło, nikt się nie nudził ! Podczas powrotu do domu znaleźliśmy powody i argumenty dla ,których musimy odwiedzić Wrocław drugi raz a są nimi m.in. nie odwiedzenie Pałacu Królewskiego, Ogrodu Japońskiego, ZOO oraz pręgierz, którego dziwnym trafem nikt nie zauważył. Na dworcu w Bielsku nasze wspaniałe niezastąpione opiekunki Ciocie dokonały ostatniego przeliczenia oraz ogłosiły wynik konkursu na znalezienie największej ilości krasnali. Niezwyciężona w tej konkurencji okazała się Asia, która nawiasem mówiąc pomogła tworzyć tę relację za co serdecznie dziękujemy.

Wyjazd ten okazał się nie tylko wycieczką krajoznawczą, ale też piękna lekcją historii Polski. Przekonaliśmy się, że zwiedzając, odpoczywając i bawiąc się, możemy także wzbogacać naszą wiedzę.


Made by Seb.