Zasadnicza Szkoła Zawodowa Kęty

„Kopernik” na Łossodzie w Węgierskiej Górce

Anno Domini 26.09.2015 Koło Turystyczne „20-stka” wybrało się na Łossod.

I uwaga dla graczy w Państwa-Miasta: to nie jest góra, ani rzeka, ani też rzecz. Nie są to bynajmniej miejsca nadmorskie, ani okolice Wrocławia!

To coroczne, jesienne liczenie owiec. A wiecie w jaki sposób liczy się owce? Bardzo prosto – zlicza się wszystkie nogi i dzieli przez cztery! A tak naprawdę - przepuszcza się stado przez wąską bramkę, zapisując na  drewnianej tabliczce kreski oznaczające 10 owiec. Później następuje rozliczenie z bacą i juhasami, którzy od wiosennego redyku aż do jesieni, pilnowali na halach stada.  Kto nie chciałby być zawodowym liczarzem? To wrota kariery stojącej otworem przed wszystkimi biegłymi w rachunkach.

Ale wróćmy do Łossodu. Całej uroczystości towarzyszą imprezy poboczne, czyli jarmark gospodyń kół wiejskich (trzeba przyznać, że placki mają dobre), w pełnej krasie strojów góralskich (z nieodzownymi torebeczkami – hej). Popróbowaliśmy oscypków – z grilla, z żurawinką, na sucho, z warkoczem, bez warkocza – hej.  Posłuchaliśmy przyśpiewek, oczywiście góralskich i opowieści o trudzie życia pasterskiego

Spotkaliśmy tam również niejakiego Pana Maślankę z Hali Boraczej, który pozwolił nam zagrać na swoim dziwnym instrumencie, własnoręcznie wykonanym. Tym razem to nie echo grało, ale nasi!

Ale żeby tego nie było mało, zwiedziliśmy również bunkry z okresu II wojny światowej w Węgierskiej Górce, czyli Westerplatte Południa.

Całości wyprawy dopełniła jazda koleją, naszym ulubionym i niezawodnym środkiem transportu.

 I kto teraz powie, że wyjazd na Łossod to spotkanie ze stadem baranów? (zawsze trafią się owieczki, wśród nich czarne owce też – hej).

Made by OiADHB
PZNr10SME